Polowali na rysie na czarne
„Polowali na rysie, na czarne niedźwiedzie, bo jeszcze nie zapadły w sen w swych gawrach, na wilki, ale przede wszystkim na lisy. Nie na te o rudej, pospolitej maści futra, lecz na okazy
0prawie siwym włosie, zwane przez traperów
1handlarzy „srebrnymi". Cena takiej skórki sięgała pięćdziesięciu dolarów. Szukali również odmian o futrze ciemnym, niekiedy aż granatowym. To były lisy błękitne. Tańsze od srebrnych, przecież wielokrotnie przewyższające handlową wartość rudych.
Toimniża nauczył Karola ściągania, a później preparowania skórek tak, by nie uległy zepsuciu podczas zimowych miesięcy, by włos z nich nie wypadał, nie sztywniały i nie kruszyły się. Pracowity to był czas i świetna szkoła traperska dla nowicjusza.
Odpoczywali wieczorami przy trzaskającym ognisku, przy którym wnieśli spadzisty daszek z drągów i jedliny, kierujący całe ciepło ognia w jedną stronę, a zabezpieczający plecy przed podmuchami mroźnego wiatru.
W takie godziny, w ciszy przerywanej niekiedy wyciem wilków, Karol nadal uczył się języka Dakotów, wysłuchiwał rad związanych z samotnym życiem w puszczy i na prerii.
— A ty — zagadnął któregoś wieczoru swego przyjaciela — zawsze tak spędzasz zimę, jak teraz Nie wracasz do swej wsi Tak, jak słyszałem o innych wojownikach twego plemienia“(4)