Jasna sukienka przy
perfumeria |tomasz frankowski |perfumeria
„Jasna sukienka przy bliższym wyglądzie ujawniła bladoróżowe róże, którymi — bez liści i cierni — była usiana. Niewiele się na tym wyznawał, ale wydało mu się, że ta matowo połyskująca tkanina nazywa się moiree. Mimo nad wyraz wiotkiej, cienkiej talii, tak ją charakteryzującej, miała szerokie barki i była raczej przysadzista. Stała szczególnie mocno na energicznie zarysowanych nogach o okrągłych łydkach, opiętych pajęczynkami i ozutych w pantofelki na niskich obcasach.
— Muszę już odejść... Gdyby ktoś tu przychodził i o mnie się pytał, proszę powiedzieć, że czekałam — rzekła do kelnera niskim głosem, wychodzącym nie tyle jej z gardła, co z samego dna klatki piersiowej. — Czekałam, ale musiałam w końcu pójść. Jutro jednak przyjdę pod wieczór. .
— Tak jak zawsze... Nie zapomnę, może pani być spokojna.
— No, to do widzenia... — I bynajmniej już nie kobiecymi kroczkami, lecz przeciwnie, krokiem bardzo męskim, zdecydowanie podeszła do jednego ze stolików. Zabrawszy coś koronkowego z krzesła (a co z pewnością kryło jej torebkę), przez ramię spokojnie spojrzała na Leona.
Być może uczula już jego wzrok. Być może też zauważyła go i przedtem. Spojrzenia ich skrzyżowały się. Potem dziewczyna stłumiła uśmiech na swych wydatnych, cokolwiek hotentockich wargach i znowu stąpając jak mężczyzna, zniknęła w brązowym otworze drzwi. Ona! pomyślał raz jeszcze.“(2)
„Jasna sukienka przy bliższym wyglądzie ujawniła bladoróżowe róże, którymi — bez liści i cierni — była usiana. Niewiele się na tym wyznawał, ale wydało mu się, że ta matowo połyskująca tkanina nazywa się moiree. Mimo nad wyraz wiotkiej, cienkiej talii, tak ją charakteryzującej, miała szerokie barki i była raczej przysadzista. Stała szczególnie mocno na energicznie zarysowanych nogach o okrągłych łydkach, opiętych pajęczynkami i ozutych w pantofelki na niskich obcasach.
— Muszę już odejść... Gdyby ktoś tu przychodził i o mnie się pytał, proszę powiedzieć, że czekałam — rzekła do kelnera niskim głosem, wychodzącym nie tyle jej z gardła, co z samego dna klatki piersiowej. — Czekałam, ale musiałam w końcu pójść. Jutro jednak przyjdę pod wieczór. .
— Tak jak zawsze... Nie zapomnę, może pani być spokojna.
— No, to do widzenia... — I bynajmniej już nie kobiecymi kroczkami, lecz przeciwnie, krokiem bardzo męskim, zdecydowanie podeszła do jednego ze stolików. Zabrawszy coś koronkowego z krzesła (a co z pewnością kryło jej torebkę), przez ramię spokojnie spojrzała na Leona.
Być może uczula już jego wzrok. Być może też zauważyła go i przedtem. Spojrzenia ich skrzyżowały się. Potem dziewczyna stłumiła uśmiech na swych wydatnych, cokolwiek hotentockich wargach i znowu stąpając jak mężczyzna, zniknęła w brązowym otworze drzwi. Ona! pomyślał raz jeszcze.“(2)